Jak wiatr zawieje

Mogłoby się wydawać, że 1,5 roku to dosyć długi okres czasu. Tak chyba jednak nie jest, skoro w ostatnich czasach coraz częściej w doniesieniach medialnych pojawiają się wątki związane z kampanią i wyborami samorządowymi. Chociaż będzie to miało miejsce jesienią 2018 roku czyli właśnie za 1,5 roku, to już teraz ten temat generuje ruch w polityce. Niektórzy na przykład zmieniają barwy partyjne i wcale nierzadkie są przypadki, że taka zmiana barw nie odbywa się po raz pierwszy.

Myślę, że bez problemu można byłoby znaleźć przykłady osób, które przy okazji każdych kolejnych wyborów zmieniały przynależność do partii politycznych. Ciekawe co za taką chwiejnością charakterów stoi? Rozczarowanie poziomem prezentowanym przez kolejne formacje polityczne, czy też może ewaluacja własnych poglądów i wzrost obycia politycznego? Innymi słowy politycy z czasem dorastają do swej roli i robią się bardziej świadomi? Być może w części przypadków tak właśnie jest, ja jednak skłaniam się ku tezie, że w zdecydowanej większości przypadków za tego rodzaju zmianami stoi zwykła interesowność i chłodna kalkulacja. Gdzie mam większe szanse wypłynąć, z kim uda mi się uratować miejsce w ławie poselskiej czy senatorskiej, kto może mi coś zaoferować z pańskiego stołu, aby kadencja nie należała do straconych?

Tego typu pytania muszą stać za podejmowanymi decyzjami, bo nigdy nie uwierzę, że można prezentować tak szerokie spektrum poglądów, aby być w poszczególnych okresach wyznawcą idei głoszonych przez Palikota, a niedługo uznać za własne poglądy głoszone przez PiS czy PSL. Można też na odwrót z tym, że ugrupowanie Palikota należałoby zamienić na Kukiz 15. Niektórzy próbują swoje działania ubrać w godne szaty  i na razie głoszą tylko wystąpienie z klubu parlamentarnego i „zastanawiają się” nad powołaniem własnego. Doskonale wiedzą, że za niedługi czas skończą w jednym z głównych ugrupowań politycznych, tylko w ten sposób upatrując swojej szansy na reelekcję. A na razie głoszą takie i podobne farmazony mając jeszcze na uwadze pamięć swoich wyborców. W końcu wybierali nie tylko nazwisko, ale także program partii politycznej, którą dany kandydat reprezentował. Tak się zwykle dzieje, że kiedy już ucichną echa kampanii wyborczej, to ze zdecydowanie mniejszymi fanfarami zmienia się układ polityczny czy to w sejmie czy w senacie.

My wyborcy cieszymy się, że daliśmy szansę jakieś formacji politycznej, a innej utarliśmy nosa, a w rzeczywistości najczęściej daliśmy szansę konkretnej osobie, która później będzie z tą szansą robiła co będzie chciała, mając jedynie swój interes na uwadze, a nie racje jakimi kierowali się wyborcy oddając nań swój głos. Tego rodzaju praktyki odbywają się na górze, ale odbywają się także na dole. Ostatnio jeden z naszych wiceprezydentów także wstąpił w szeregi jednego z obecnych w Sejmie ugrupowań politycznych. Mam tutaj na myśli Prezydenta Kaczanowskiego, który jak mnie pamięć nie myli był już członkiem PiS, lokalnego porozumienia zawartego dla dobra naszego miasta, a teraz przyszła kolej żeby się sprawdzić w szeregach partii Kukiz 15. Pan Kaczanowski był też posłem i wiceprezydentem za czasów ubiegłej władzy. Gratulując wszechstronności, nie mogę jednocześnie pozbyć się natrętnej myśli: jakie w końcu poglądy Pan Kaczanowski reprezentuje? Jakiej idei służy? Będąc tak długo czynnym politykiem, z tak szerokim spektrum podejmowanych działań, powinien jawić się nam – mieszkańcom miasta – jako „wielki sternik” , że pozwolę sobie posłużyć się nomenklaturą Północno Koreańską. A ja tak niestety nie czuję.

Ludzie, którzy ze mną rozmawiają wyrażają podobne wątpliwości. Ogólnie dominuje pogląd, że dotychczas nie mieliśmy szczęścia do polityków reprezentujących nas na najwyższych szczeblach władzy ustawodawczej. Na przestrzeni ostatnich lat w ławach poselskich zasiadało troje mieszkańców naszego miasta. Wszyscy chyba zawiedli, a przynajmniej nie pozostały po nich żadne namacalne korzyści dla Żyrardowa. Dzisiaj zarówno poseł jak i senator reprezentujący nasz okręg wyborczy mieszkają z dala od Żyrardowa i problemy tego miasta śmiem twierdzić są im tak samo obce, jak sytuacja ekonomiczna „San Escobar”. Być może taka sytuacja wcale władzom miasta nie przeszkadza. W końcu przynajmniej nikt nie patrzy im na ręce. Pamiętam paniczny strach na szczytach miejskiej władzy kiedy zdecydowałem się wystartować  w kampanii wyborczej do senatu. Zakulisowo robiono wszystko, aby moje szanse zminimalizować. Przecież lepiej mieć polityków wielobarwnych, którzy reprezentują wszelkie możliwe poglądy w zależności od tego, jak nam wiatr zawieje. W końcu każdy w tym miszmaszu światopoglądowym znajdzie coś dla siebie. Wracając jednak do myśli od której zacząłem, także nasi włodarze zaczynają wykonywać ruchy, które w zamyśle pozwolą im na wyborczej fali w 2018 roku ponownie wypłynąć na wierzch.

Przy okazji ostatnich uroczystości ku czci żołnierzy wyklętych uderzył mnie pewien obraz: oto Prezydent Żyrardowa stoi samotnie, a „koledzy” wiceprezydenci gdzieś z boku ze swoimi poplecznikami. Niektórzy mieszkańcy twierdzą, że obecnej ekipie należy dać jeszcze jedną kadencję, aby mogli się w pełni wykazać. Chyba „jeszcze bardziej wykazać”, bo przecież wykazują się na co dzień. Tylko jak ta ekipa będzie wyglądała? Czy ten obraz to przypadkiem nie zapowiedź tego, że każdy w swoją stronę będzie ciągnął wózek, byleby tylko znaleźć się na szczycie?

Dzisiaj jeszcze razem – choć osobno – prezentują się podczas patriotycznych obchodów, bo to też metoda na zdobycie popularności. Pytanie czy któryś z Panów Prezydentów wie, że na naszym cmentarzu jest grób żołnierza wyklętego i czy ktokolwiek zadbał o upamiętnienie zasług tego człowieka tam, w miejscu gdzie jest pochowany? Już odpowiadam: nikt o grobie nie wie, albo nie pamięta. Trudno bowiem zdobywa się rozgłos i popularność na cmentarnych alejach, a łatwo na wiecach. Szanujmy pamięć o żołnierzach wyklętych pojmowaną jako pamięć masowa o idei walki o wolną Polskę do samego końca. Wbrew wszystkiemu. Jednak nie zapominajmy o poszczególnych żołnierzach, którzy pomimo hucznych akcji leżą w swoich mogiłach w zapomnieniu. Z dala od głównych uroczystości.